Świecka tradycja

 

Jesteśmy narodem tradycjonalistów. Jedną z naszych tradycji jest narzekanie. Inną – stosunek do władzy. Władza zawsze była zła. Nie lubiliśmy ani Katarzyny II, ani żadnego z Wilhelmów, ani nawet Bismarcka, który tak wiele osiągnął. Nie lubiliśmy również Hitlera, Stalina i Bieruta, nawet jeśli płakaliśmy po zejściu któregoś z nich. Ostatnio szybko znielubiliśmy PiS a teraz coraz bardziej nie lubimy Platformy. A przecież rządzący dają nam niesamowitą szansę zrozumienia historii.

Jakiś zaślepiony antyklerykalizmem przeciwnik Parlamentarnego Zespołu ds. Ateizacji Polski mógłby w tym momencie przyznać mi rację, mówiąc, że dzięki relacjom łączącym państwo z Kościołem żyjemy jak w średniowieczu. Nie zależy mi na takiej racji, bo przeciwnik PZAP myliłby się bardzo. Średniowieczny Kościół reprezentował poziom cywilizacyjny wyższy od ówczesnej średniej krajowej, rozpowszechniając umiejętność czytania i pisania. Średniowieczny Kościół – co akurat nie jest wielkim osiągnięciem – lepiej niż dzisiejsze Ministerstwo Zdrowia zarządzał systemem lecznictwa a dzięki akcji Stos dla Każdego pozwalał ogrzać się nawet najbiedniejszym skuteczniej niż Ojciec Dyrektor przy pomocy swoich magicznych źródeł geotermalnych. Ale nie o to chodzi…

Chodzi bowiem o tradycję zupełnie świecką. W Polsce wczesnopiastowskiej książę lub król – podobnie jak współcześni mu inni władcy europejscy – uważał się za właściciela państwa. To on tracił dochody z podatków, to dla niego pracowali ludzie, piszący o tym, że właśnie w ten sposób dochody trzeba było stracić, to jego ludzie zasiadali na najbardziej intratnych stanowiskach, to jego rozkazów słuchali ludzie, noszący broń. Tak zbudowany system powiązań – nie śmiem napisać “układ” – powodował, że następcą zostawał ktoś z rodziny. Jak w mafii. A teraz pytanie. Czym to różni się od współczesnej nam demokracji?

Powiązane: