Pamuk

 

Powiedzmy sobie jasno – wszystkie nagrody przyznawane w szeroko rozumianej kategorii “sztuka” są umowne i z założenia złe. No bo jak udowdnić, że Reymont był lepszy od Żeromskiego? A jednak literacki Nobel to nie Oscar. Nie wystarczy kasa na dobrą obsadę czy przyjemne dla oka efekty i scenariusz, który wydaje się głęboki, ale jednocześnie jest zrozumiały dla każdego. Żeby go dostać trzeba napisać kilka naprawdę dobrych książek. Korzystając z czasu, który spadł na mnie razem z obchodami przesilenia zimowego, dokończyłem czytać “Nazywam się Czerwień” Orhana Pamuka. Dobrze, że nie jestem Akademią Szwedzką, bo Pamuk musiałby czekać na swoją nagrodę do dzisiaj. I kto wie, jak potoczyłyby się jego losy. A za co bym przyznał? Za “wybitną pracę na rzecz idealistycznych tendencji”? Bełkot. Przyznałbym za kawał zajebistej sztuki po prostu.

Przypuszczam, że Pamuk jako człowiek jest rozdarty i gdzieś z wyżyn Anatolii patrzy a w stronę Europy. I to co widzi, wyraźnie go fascynuje ale i napawa niepokojem. Pisząc o różnicach w coraz bardziej realistycznym malarstwie europejskim, o psuciu pieniądza przez Włochów, każe wierzyć, że problemy, które dzisiejsza Turcja przeżywa w związku z chęcią wejscia do Unii Europejskiej bez nauszania swoich korzeni, isniały już w XVI wieku. Oczywiście ten konflikt czy raczej dialog dwóch wielkich kultur i położenie Turcji pomiędzy Wschodem a Zachodem jest tylko częścią książki. Poza nim są bohaterowie. Pamuk pozwala im mówić własnym głosem. Mówią mężczyźni i kobiety a swoje kilka minut ma nawet wizerunek drzwa. Te różne spojrzenia wpisują się w wielokulturowość a jednocześnie nadają książce bardzo realistyczny wymiar. Jest również wątek kryminalny, jest miłosny… I czytałem to wszystko w chwilę po uznaniu przez Francję za przestępstwo negowanie ludobójstwa Ormian. Ludobójstwa, które jest faktem, ale dla Turków ciągle stanowi coś, z czym nie mogą się pogodzić. Świadczą o tym zresztą losy samego Pamuka, który głośno mówił o ludobójstwie, za co niszczono jego książki i chciano skazać za obrazę narodu. Przed karą być może uratowały go protesty literatów z całego świata. Tymczasem we Francji nie będzie można mówić o tym, że ludobójstwa nie było…

Pamuka odkryłem oczywiście dzięki Niej. Dostałem w prezencie i zacząłem czytać. Ale ja wszystko odkrywam dzięki niej, czy raczej korzystam z jej odkryć, chłonę je całym sobą i trawię na własny użytek. Przecież wszytko, co się dzieje, dzieje się dzięki Niej. To nie jest nadbudowa – jak czasem ja mawiam – ani pierdolenie – jak czasem mawia ona. Człowiek poza dobrym jedzeniem i Pamukiem potrzebuje czegoś, co jest ponad tym. Czegoś, co jest tak wzniosłe, że trudne do obejrzenia a jednak trwałe i prawdziwe. Czegoś, dzięki czemu wie, że musi wstać, ale przede wszystkim wstać chce. Dziękuję Ci, Kochanie :*