Misie

 

Przyszli nocą. Nie pod osłoną nocy, ale nocą właśnie. Tak samo jak my działamy za dnie a nie pod osłoną dnia. Bo dzień jest nasz a noc – ich. Wiedziałem, po co. Byli już u wszystkich moich sąsiadów i powinienem czekać aż zapukają do mnie. A jednak jeszcze wieczorem nie myślałem o tym. Bo nie należę do ludzi, którzy martwią się na zapas.

Przyszli więc i zapukali w okno. Otworzyłem drzwi. Weszli i rozejrzeli się. Znałem część z nich, więc nie byli agresywni. Zebrali wszystkie misie, które trzymaliśmy na telewizorze i na półkach i wynieśli je przed dom. Nie mieliśmy ich dużo. Może pięć. Tam wyjęli długie noże i obcięli misiom głowy. W milczeniu zgarnęli je na kupkę, oblali benzyną i podpalili. Nie musieli nic mówić. Ja wiedziałem, że nie wrócą a oni wiedzieli, że nie muszą. Ja wiedziałem, że pogwałciłem zasady a oni – że nie powinni bronić ich w ten sposób.

Usiadłem przed domem obok psa, który przez cały czas wytrwale lizał się po jajach.
- Głupi jesteś – warknął do mnie a mnie bardziej niż forma jego wypowiedzi zdziwiła treść. To, że pies przemówił do mnie uznałem bowiem za najnormalniejszą rzecz na świecie. Bo przecież on zawsze mówił całym sobą. Dlaczego więc nie miałby przemówić słowem. Ewolucja przyzwyczajała nas do rozumienia mowy ciała w ciągu milionów lat. Tymczasem słowo żyło raptem od lat tysięcy. Samego psa rozumiałem więc już wcześniej. I słowo w tym rozumieniu wydawało się być czymś naturalnym. Tak naprawdę przywykłem do tego, że bez słowa nie mogłem rozumieć. Dlatego skoro rozumiałem, musiało być słowo. I słowo psa nie psuło harmonii rozumienia, ale było kolejnym krokiem w procesie. Ale żeby nazwać mnie głupim?
- Głupi!? – Zamiast błyskotliwej riposty na moje usta trafiło tylko w marę głośne stęknięcie.
- Nie liżę się po jajach. – Na moje stękniecie odpowiedział bardziej rzeczowo pies. Ale przecież nawet mówiąc do mnie i patrząc mi w oczy, nie przerywał lizania.
- To co robisz? – Zapytałem. Chciałem zadrwić, kryjąc własne zdenerwowanie i mówiąc, że pewnie ja się liżę, ale stłumiłem ten odruch i postanowiłem pozbyć się sarkazmu.
- Zachowuję higienę – westchnął pies.
- Liżąc się po… No wiesz – trochę krępował mnie bezpośredni przebieg tej rozmowy. Pierwszy raz rozmawiałem z kimś, kto jednocześnie lizał swoje genitalia.
- I właśnie dlatego twierdzę, że jesteś głupi. Co zrobiłeś dzisiaj rano przed lustrem? – Zapytał pies. Nie o wszystkim tym, co przed lustrem robiłem, chciałbym mówić.
- Goliłem się – powiedziałem, lekko czerwieniejąc.
- No właśnie. – W głosie psa wyczułem zadowolenie z mojego rumieńca.
- Nie powiesz, że ścinałeś zarost maszynką do golenia po nasmarowaniu twarzy żelem ale po prostu, że ogoliłeś się. Szczegóły są nieważne i psują jasność widzenia. Ja dbam o higienę i niech to ci wystarczy.
- Jasne – powiedziałem bez przekonania. – Właściwie dlaczego mówisz? – zapytałem, bo nagle dotarł do mnie absurd sytuacji.
- Bo jestem taki jak ty.
- A może jeszcze masz duszę? – Zapytałem tracąc cierpliwość. Nie wiem, dlaczego akurat o duszy pomyślałem. Coś takiego było w tej nocy i tlących się misiowach głowach, że dusza była na miejscu.
- Nawet nie wiesz, co jest głupie w twoim pytaniu, prawda? – Ton psa był pełen sarkastycznej wyższości.
- Ale ty mi wyjaśnisz, prawda? – Starałem się być równie jak on sarkastyczny.
- I tak nie zrozumiesz.
- Bo może nie umiesz wyjaśnić? – Pies przestał się lizać i spojrzał mi ze smutkiem w oczy
- Wierzysz w duszę nieśmiertelną? – Zapytał a ja zawahałem się.
- Tak – odpowiedziałem bardziej zdecydowanie niż wskazywałyby na to moje poglądy.
- A co uważasz za ważniejsze – śmiertelne ciało, czy nieśmiertelną duszę?
- Duszę. – Przy mojej wcześniejszej odpowiedzi i tak postawionym kolejnym pytaniu, nie mogłem już się wahać.
- Świetnie. To nawet logiczne, nie sądzisz? To powiedz teraz, co widzisz, rozmawiając ze mną.
- Widzę psa – odpowiedziałem.
- Psa. Ale ciało czy duszę?
- Ciało oczywiście.
- I do ciała mówisz, tak?
- No tak, do ciała…
- To znaczy, że widzisz i mówisz do tej mniej ważnej części mnie, tak? – Poczułem, że ta rozmowa prowadzi nie do końca tam, gdzie bym chciał ale dokładnie w miejsce, które wyznaczył pies.
- No tak, na to wygląda – odpowiedziałem bez zapału.
- I tę mniej istotną część mnie pytasz, czy posiada część ważniejszą?
- Hmmm…
- Tak czy nie?
- No tak, ale… – chciałem jakoś wybrnąć, chociaż nie wiedziałem którędy.
- Spokojnie, nie denerwuj się – powiedział pies, znowu liżąc się, to znaczy dbając o higienę. – Chodzi na razie wyłącznie o spojrzenie. Bo deklarujesz wiarę w wielkość tego, czego nie widzisz a jednocześnie wyciągasz wnioski na temat tego czegoś na podstawie małej części. To tak jakbyś mieszkając nad źródłem dopływu wielkiej rzeki wyciągał wnioski dotyczące całego dorzecza i jednocześnie twierdził, że to źródło ma całe dorzecze. Bo taki właśnie charakter ma twoje pytanie. Spróbuj je odwrócić. – Zastanowiłem się.
- To znaczy, że ty nie posiadasz duszy tylko posiada ciebie?
- Niezupełnie. Ja jestem całością, której nie widzisz. Ja to moja dusza i ciało. Ale ty rozmawiasz z ciałem, więc jeśli mówiąc „ty”, masz na myśli ciało to odpowiem – moja dusza posiada ciało. Ciało psa. I tylko to nas różni. No, poza tym, że twoja dusza jest głupia. – Powiedział pies, przestał się lizać, westchnął i zamknął oczy, kładąc sobie łeb na łapach.
- Co to znaczy, ze dusza jest głupia? – Zapytałem. Ale pies już milczał.