Prorok

 

Mieszkał w jakiejś ruderze na przedmieściach. I to go paradoksalnie w naszych oczach uprawomocniało. Gdyby mieszkał w pałacu, bylibyśmy pewni, że jest nieuczciwy. Bo w jaki inny sposób mógłby mieć więcej niż my? Jego bieda wydawała się więc gwarancją uczciwości a nie niezaradności. Założyliśmy więc, że żyje skromnie, bo jest skromny i nie chce nic dla siebie. Nie pamiętaliśmy, kiedy zaczęły się te proroctwa. Ktoś mówił, że Prorok przewidział śmierć jego żony, ktoś inny, że wynik jakiegoś meczu.

Ale tak naprawdę to musiało się zacząć jeszcze dawniej. Bo nikt nie pamiętał już życia bez jego proroczenia. Przesycało atmosferę całego miasteczka i było czymś zupełnie oczywistym, chociaż wyjątkowym. Miarą tej wyjątkowości były przyjeżdżające z całego kraju samochody, których kierowcy szukali pomocy Proroka. Nie odpowiadał nigdy na pytania o szczęśliwe numerki w jakimś losowaniach, co złośliwi wykorzystywali, żeby siać niewiarę. A on sam mówił, że pieniądze tylko psują ludzi i nie jest żadnym jasnowidzem, którego można kupić.

Kiedyś Prorok mówił sporo na temat życia publicznego i polityki. Przewidział stan wojenny i upadek PRLu. Był już wtedy popularna, więc część ludzi go za tę przepowiednię pokochała, ale część znienawidziła. Silniejsza była nienawiść, więc po Proroka przyjechała nyska i gdzieś wywiozła. Wrócił po tygodniu siny i bez kawałka ucha. Od tej pory skupił się na dzieciach. Powstała taka tradycja, że rodzice od razu po chrzcie zanosili dziecko do Proroka, żeby przepowiedział choroby i przyszłość niemowlaka. Czasem po takiej wizycie trzeba było jechać prosto do szpitala, bo okazywało się, że choroba zagraża życiu dziecka. I nikt nie pamiętał żadnej pomyłki Proroka.

Odkąd Prorok przestał jawnie uczestniczyć w życiu publicznym, przestały go zauważać nie tylko organa ścigania, ale również przedstawiciele kościoła. Cieszył się posłuchem wśród wiernych, ale nie prowadził owieczek na manowce i był sam. Po jego śmierci będzie można ogłosić, że zdążył się pojednać z Jezusem. To tylko wśród ludzi wzmocni wiarę. Ale teraz trzeba będzie jeszcze nie widzieć. Milczał więc kościół i milczał Prorok. Starsi ludzie pamiętali jeszcze wojnę, jaką poprzedni proboszcz z nim stoczył, widząc rosnący wpływ w sferze duchowej człowieka, który nigdy bramy kościelnej nie przekroczył. Zaczął podczas kazań uświadamiać ludzi o zagrożeniu, jakie rodzi się na skutek działań fałszywych proroków, którzy działają z podszeptu szatana, żeby odwieść ludzi od prawdziwej wiary. Kiedy Prorok dowiedział się o tym zaczął przemawiać w mieście, cytując z pamięci Biblię, porównując Watykan z Babilonem i przepowiadając rychłą śmierć księdza podczas uprawiania sodomii. Krótko po tym znaleziono nagie ciało księdza a na jego członku – jak opowiadał po pijaku miejscowy milicjant – odnaleziono ślady kału, ale sprawę wyciszono.

Któregoś dnia Prorok spotkał Kobietę. Kobieta była trochę młodsza a Prorok na chwilę stał się Mężczyzną. Wiedział już, że będzie ją kochał. Wiedział też, że może liczyć na wzajemność. Kobieta szukała właśnie kogoś takiego, kto znałby proste odpowiedzi na najbardziej nawet skomplikowane pytania. Zapytała wprost, czy będą razem szczęśliwi. Bo prorokowi można zadawać nawet takie pytania, których wstyd. Ale to było jedyne pytanie, na które Prorok nie znał odpowiedzi. Nie umiał przewidywać emocji. Mówił „zapalenie płuc” albo „w kwietniu będzie powódź”. Bo tak widział przyszłość. Teraz zobaczył swój własny pogrzeb i Kobietę płaczącą nad trumną. Odpowiedział więc, że nie będą i odszedł szybko, żeby nikt nie widział łez w jego oczach.

Powiązane:

  • Dybuk