Taboreci

 

Nazywano ich taboretami. Byli może nie najbardziej radykalnym, ale z pewnością najbardziej wojowniczym ugrupowaniem gęsiarzy. Gęsiarze natomiast, jak wiemy, uważali się za wyznawców nauk Józefa Gęsi, który postanowił obowiązujące nielogiczne dogmaty zastąpić własnymi mniej nielogicznymi. Dogmaty dotyczyły większości spraw, związanych z codziennym życiem – na przykład tego, czy lepiej jest najpierw myć okna, czy najpierw odkurzyć. Gęś twierdził, że w pierwszej kolejności należy umyć okna ponieważ podczas ich mycia można zabrudzić podłogę. Natomiast jego przeciwnicy uważali, że najpierw trzeba odkurzyć podłogę, ponieważ odkurzanie i tak pobrudzi okna. Widząc, że Gęś swoich poglądów nie tylko nie zmieni ale również nie przestanie głosić, spalili go na stosie. Dopiero wtedy jego poglądy zyskały popularność. Bo przecież łatwiej wierzyć męczennikowi. W każdym razie wówczas ludzie tak uważali. Tak bardzo uważali, że wyznawcy poglądów Gęsi zjednoczyli się i zaczęli siłą przekonywać o swoich racjach.

Taboreci swoją nazwę sławę zyskali niespotykaną wprost umiejętnością walki taboretami. Każdy wojownik taborecki wyposażony był w przynajmniej jeden taboret, chociaż odnajdowane są czasem groby, w których bardziej znaczący bohaterowie byli grzebani z pięcioma a nawet sześcioma taboretami. Tak duża ilość taboretów wskazuje na to, że wojny prowadzone przez taboretów były przedsięwzięciem zyskownym,. Jeden taboret posiadał bowiem wówczas wartość dwu średniej wielkości wsi i połowy kobiet z trzeciej. A jednak taboreci z konsekwencją inwestowali w swoją broń. Działo się tak dlatego, ze dawała im ona ogromną przewagę nad przeciwnikami. Przeciwnikiem taboretów byli głównie ojczyści – to znaczy ludzie, którzy wierzyli w stare dogmaty i w to, że nieomylny może być ojciec wybrany przez ludzi w sukniach.

Taboreci swoją działalność ograniczali do obrony przed ojczystymi, którzy napadali na zajęte przez gęsiarzy tereny i wszystkich spotkanych tam ludzi gwałcili albo nabijali na drewniane pale. Taboreci dla obrony przed tymi ekscesami utworzyli oddziały szybkiego reagowania, które pojawiały się na zagrożonych terenach i same zajmowały się palowaniem. Ich taktyka była prosta. Podczas obrony taboreci tworzyli kilka wzajemnie wspierających się szeregów w ten sposób, że każdy żołnierz osłaniał swój korpus siedziskiem taboretu wystawiając jednocześnie jego nogi za siebie w stronę siedziska kolejnego taboretu. Tworzyło to mur tak wytrzymały, że łamały się na nim wszystkie ojczystowskie kopie. A kiedy już kopie połamały się, taboreci łapali swoją broń za jedną nogę i z dzikim wrzaskiem rozbijali głowy przeciwników.

Ojczyści mnożyli się jednak jak szarańcza i prowadzili kolejne wojny. Ale każda ich kolejna akcja zaczepna była coraz gorzej przygotowana. Ojczystym zaczynało brakować pieniędzy, ludzi i pomysłów. Coraz młodsi ojczyści za kieszonkowe kupowali sobie konia i ginęli od ciosu taboretem. Sytuacja zaczęła grozić zawarciem pokoju. A wiadomo, że dla dobrego żołnierza od wojny gorszy jest tylko pokój. Taboreci potrzebowali pieniędzy na nowe taborety Rozpoczęli więc ataki na ziemie ojczystych w celu rabunku wprost lub wymuszenia okupów. Należy dodać, że z czasem rósł procentowy udział okupów w dochodach gęsiarzy.

Jedną z kolejnych już wypraw przeciwko ojczystym dowodził książę Roger. Taboreci wprawdzie nie uznawali żadnych innych tytułów poza tymi, które sami stosowali to znaczy wojskowymi od hetmana w dół, ale Roger średnio się tym przejmował. Nikt nie był pewien, czy rzeczywiście był księciem. Jedni mówili, że był bękartem księcia burgundzkiego, inni, że księcia Burgundii świniopasem, który ukradł słynne stado burgundzkich knurów zarodowych i sprzedał je, zyskując majątek. Wiadomo, że pojawił się z transportem czterystu taboretów w czasie, kiedy gęsiarze byli atakowani przez ojczystych ze wszystkich stron i wydawało się, że zbliża się ich koniec. Taborety oraz entuzjazm, który wywołały, zmieniły jednak losy wojny a Rogera zaczęto nazywać księciem. Roger nie zaprzeczał i często powtarzał „na dworze mojego ojca” albo „w moim zamku rodzinnym”. Większość taboretów zamki widywała wyłącznie podczas oblężenia, więc popularność Rogera malała. Perygeum wystąpiło, kiedy otrzymał nominację na głównodowodzącego kolejną wyprawą na ziemie ojczystych.

Roger nie przejął się tym jednak i pomaszerował ze swoim wojskiem siać zniszczenie. Początki były obiecujące – praktycznie bez oporu spalono kilka wiosek, zarżnięto i zjedzono ich mieszkańców i przy wtórze radosnych pieśni religijnych maszerowano dalej. Kiedy taboreci dotarli pod pierwsze miasto, okazało się, że tym razem będzie inaczej niż zwykle. Roger wysłał do miejskich rajców list z żądaniem, żeby ci go przeprosili. Przeprosiny miały dotyczyć sromoty, której dopuścili się mieszkańcy miasta, będąc ojczystymi i miałyby zagwarantować im i murom miejskim nietykalność osobistą. Propozycja została odrzucona a wszyscy mieszkańcy miasta stanęli na murach, obnażając swoje brudne dupska. Widok rzeczywiście był przejmujący. Widząc to Roger nakazał swoim ludziom , żeby przebrali się za drzewa i w tych przebraniach ruszyli do szturmu. Wszyscy byli zaskoczeni, bo dotychczas każde zdobycie miasta wymagało długotrwałego oblężenia, ostrzału i innych tego typu czynności. Jednak wstrząs jaki wywołał na żołnierzach widok paru tysięcy gołych tyłków był tak wielki, że bez szemrania przyjęli rozkaz Rogera.

Kiedy mieszkańcy zobaczyli maszerujące na ich miasto drzewa, zdębieli. Przerażenie było tak wielkie, że dokonali masowego samobójstwa a miasto wpadło bez walki w ręce taboretów. Sukces mógłby się wydawać wielki, ale nie zapewnił przecież gęsiarzom dochodów z okupów a żołnierzom nawet odrobiny seksu. Byli wprawdzie tacy, którzy szukali kobiet nie do końca martwych, które choć raz by jęknęły ale do nekrofilii nikt się nie posunął.

Następnego dnia taboreci zostawili trzech ludzi do pilnowania miasta i pomaszerowali dalej. W kolejnym mieście historia powtórzyła się – Roger wysłał posła, ale przepraszać nikt nie chciał. Pojawiły się więc drzewa i masowe samobójstwo. I znów trzech strażników pilnowało miasta, wypełnionego trupami. Wyprawa taboretów maszerowała więc od miasta do miasta. Nikt nie chciał przepraszać i nikt nie chciał walczyć z drzewami. Żołnierze czując się jak dziecko, któremu ktoś kolejny raz odebrał lizaka, zaczynali szemrać. Widząc to Roger postanowił zachować się inaczej podczas ataku kolejnego miasta. Okazja była świetna, bo nowa część miasta nie była w pełni otoczona murami miejskimi. Oczywiście Roger wysłał posłańca, domagając się przeprosin ale taboreci wpadli nie czekając na odpowiedź wtargnęli do miasta przez dziurę w murze i rozpoczęli rzeź. Palili, gwałcili, rabowali, jedli, pili, biegali, wrzeszczeli i tańczyli.

I nagle znieruchomieli. Na głównej ulicy pojawiła się bowiem naga kobieta. Czym innym jest szukanie dowolnego otworu w celu zaspokojenia swoich potrzeb, zwłaszcza jeśli obok stoją kumple i w zniecierpliwieniu na swoją kolej szturchają szczęśliwca, który nie do końca martwą kobietę znalazł wcześniej a czym innym – oglądanie nagiej kobiety. Była piękna. Szła z rozpuszczonymi włosami, dumnie trzymając głowę na wyprostowanej choć z pewnością łabędziej szyi. Wokół zapadła cisza. Żołnierze ze wstydem spuszczali głowy nie będąc w stanie ukryć swojego podniecenia. Inni podniecenie tracili i to właśnie ich zawstydzało. Tymczasem piękna kobieta pomaszerowała prosto przed oblicze Rogera. Tam uklękła i powiedziała „przepraszam”, wstała i niezatrzymywana przez nikogo odeszła. Roger stał przez chwilę bez ruchu w absolutnej ciszy. W końcu sapnął coś, splunął, powiedział „o kurwa”, wskoczył na konia i odjechał.

Byli tacy, którzy mówili, że pojechał za piękną kobietą i razem z nią wrócił na dwór księcia burgundzkiego. Inni natomiast mówili, że znów pasa książęce świnie. Oczywiście w Burgundii.