Petroglify z ajmaku dzawchańskiego, przedstawiające Turkutów (VI-VIII w.)

Turkuci

 

Kiedy byłem dzieckiem – co dla poniektórych jest przeszłością tak odległą, że zlewa się w jedno z czasami drugiej wojny… punickiej – jednym z medialnych hitów był serial animowany Pszczółka Maja. Zwrot “hit medialny” w odniesieniu do tamtej czasoprzestrzeni oznacza ni mniej nie więcej co tyle, że ludzie oglądali rzeczony serial w telewizji. Telewizja była jedna, bezmisyjna i nie było w niej Dody ani Szyca, ani Wojewódzkiego, ani Moniki Olejnik, ani… No właśnie – telewizja ówczesna była zarezerwowana dla generałów i osobowości pokroju Krystyny Loski czy Jana Suzina. Ten ostatni opowiadając o swojej popularności, wspominał wczesnoporanne spotkanie z niezbyt trzeźwym mężczyzną, który przywitał się z nim po czym wyjaśnił, że Suzin przypomina mu bardzo króla kier. Mi Suzin zawsze bardziej przypominał waleta karo, ale być może to kwestia jakości alkoholu.

W tej siermiężnej i szarej a jednak na swój sposób kolorowej rzeczywistości niezwykłą popularność zyskała bajeczka, w której jednym z głównych bohaterów jest mysz wielkości pszczoły, śpiewająca “choć jestem tak niewielki to jestem Aleksander Wielki”. Czad, co? Popularność serialu maksymalizował jeden z najpopularniejszych pionierów polskiego celebrytyzmu – Zbigniew Wodecki. Zbychu zasłynął jako wykonawca skandalizującej piosenki Chałupy (w której użył słowa “golasy”) do równie skandalizującego teledysku (w którym przez moment rzeczonych golasów widać) oraz właśnie piosenki o Mai a przede wszystkim jako właściciel na bogato wystylizowanej czupryny. Jak naturyści i pszczoły mają się do bohaterów tytułowych? Otóż w jednym z odcinków o przeżywającej młodzieńczy bunt pszczelej robotnicy pojawia się owad potrafiący wszystko. Jest nim turkuć podjadek. W żaden sposób nie należy go łączyć z Turkutami.

Turkuci pojawili w V wieku we wschodniej części Wielkiego Stepu. “Pojawili się” jest adekwatnym określeniem, bo brakuje wiarygodnych źródeł opisujących ten proces. Być może byli tylko sturczonymi Mongołami, ale ich nazwę przypisano później wszystkim ludom tureckim. Początkowo w dymarkach wytapiali żelazo i wytwarzali z niego broń dla Rouranów, których nazwa oznacza “Rojące się robactwo”. Kowalstwo nie było powodem do dumy i Turkuci, kiedy poczuli się silni postanowili pokazać swoją prawdziwą twarz. Zakuci w płytowe zbroje i potrafiący utrzymać szyk bojowy podczas ataku szybko podporządkowali sobie sąsiednie ordy. Podbój taki nie zawsze był postrzegany jako coś krzywdzącego. Podbijany przez silniejszego mógł bowiem liczyć na korzyści z akcji rabunkowych, przez silniejszego prowadzonych a jednocześnie rosnąć w siłę i oczekiwać momentu, żeby samemu przejąć kontrolę. Wyprawy rabunkowe prowadzono oczywiście głównie przeciwko bogatym sąsiadom z południa. Chinom, które za czasów nam współczesnych budowały swoją świadomość wokół haseł “cztery wróble na jednego Chińczyka”, “miska ryżu dla każdego Chińczyka”, “jedno dziecko dla dwóch Chińczyków” czy ostatnio “podróba Apple dla każdego Chińczyka” wówczas funkcjonowały w myśl hasła “jedno księstwo dla stu Chińczyków”, więc walka z nimi była dosyć łatwa. Turkuci nie poprzestali na tym i prawdopodobnie jako pierwsi zjednoczyli Wielki Step, przepędzając z niego Awarów. Awarowie – jak wiemy – zagrozili Bizancjum, wtargnęli do Turyngii a Słowian nauczyli na własną cześć nowego słowa – “olbrzym”.

Petroglify z ajmaku dzawchańskiego, przedstawiające Turkutów (VI-VIII w.)

Petroglify z ajmaku dzawchańskiego, przedstawiające Turkutów (VI-VIII w.)

Podążający ich tropem Turkuci również zetknęli się z Bizancjum i początkowo nawiązali z nim przyjazne stosunki. Mieli przecież wspólnych wrogów. Szybko jednak zrazili się do bizantyjskiej dyplomacji. Jeden z turkuckich książąt tak przywitał posłów:
Czyż to nie wy jesteście owi Rzymianie, posługujący się dziesięcioma językami i jednym kłamstwem?
Po czym wpychając sobie w paszczę wszystkie palce kończyn przednich kontynuował:
Tak jak ja mam teraz w ustach dziesięć palców, tak i wy, Rzymianie, macie mnóstwo języków w gębie.

W pierwszej chwili rzuca nam się w oczy zgoła nieksiążęca umiejętność wkładania w usta ciał o sporej objętości. Księciu – jak zanotował skryba – nie przeszkodziło to w kontynuowaniu przemówienia. Istotne jest jednak coś innego. Turkut myślał, że przejrzał Greków a jednocześnie posługiwał się ich propagandą i widział w nich Rzymian. Sprawa oczywiście nie jest prosta, bo Grecy za drugi Rzym się podwali. Po jego upadku zwyczaj ten przejęła Moskwa tytułując się trzecim Rzymem, co dla niektórych stało się synonimem Babilonu. Samemu Turkutowi natomiast nie można się dziwić, bo i dzisiaj ludzie łatwo dają się Grekom oszukać. Natomiast sami Turkuci natomiast skończyli swój byt niemal tak szybko jak się pojawili. Walcząc jednocześnie z Chinami, Persją i Bizancjum skoczyli sobie do gardeł i doprowadzili do upadku imperium.

A tak śpiewają potomkowie azjatyckich koczowników z Tuwy: