Integracja

 

No i się kręci. Przychodzę ostatni. Niech wiedzą. Walter nie kłaniał się kulom. Ja nie kłaniam się wskazówkom. Zegara też. Kiedy przychodzę, siedzą w pokoju z Matką Boską, piją kawę i gadają o pierdołach.
- I jak tam się w Gdańsku pracowało? – To pytanie do mnie. Nie wiem jeszcze, jak na imię ma koleś, który je zadał. Powinienem wiedzieć, ale nie pamiętam. Chcą mnie wciągnąć do swojej bandy albo przesłuchać. Jeszcze nie wiem, więc odpowiadam oszczędnie.
- Dobrze.
- Ja tam Gdańska nie lubię. Brzydko jest.
- A co, wolisz tutaj? – To chyba Łukasz. Tak, Łukasz.
- No pewnie, ładniej tutaj. – Tutaj oznacza zapyziałe, wiecznie brudne miasto pozbawione tramwaje zamiast starówki. I tak przez godzinę. Że to źle, że tamto gorzej. Że w sprawie związków partnerskich lepiej być za niż przed. Że wojna na wschodzie…

Powiązane:

  • Praca