501

 

Buñuel powiedział, że ucieszył go koniec pociągu. Do kobiet. Przestał go rozpraszać. Ale do alkoholu został. I potrafił cieszyć się jak dziecko, sięgając po symboliczny aperitif. Bo z alkoholem jest prawie jak z seksem. W każdym razie u nas jest – u mężczyzn. Im jesteśmy starsi, tym bardziej wolimy o nim myśleć, mówić i udawać znawców. Ale alkohol ma nad seksem kilka przewag. Za stówę nie kupi się dobrej kobiety na całą noc. No i przeciętny Polak potrafi pić zdecydowanie dłużej niż bzykać.

Skoro już o długości (picia) mowa niewiele trunków może równać się z brandy. Używam tej nazwy, bo staropolska wypalanka – pomimo tego, że jest pięknym słowem – w handlu praktycznie nie występuje a winiak podświadomie kojarzy się bardziej z “Komandosem”. Cóż – taką tradycję w narodzie mamy. Brandy do tej tradycji nijak nie pasuje. Bo czy picie po polsku oznacza powąchanie zawartości kieliszka i odstawienie go na kilka minut, żeby czynność tę powtórzyć? Czyż Polak będzie z uśmiechem patrzył na wzory, które brandy tworzy, spływając po brzegu kieliszka? Czyż delektować się będzie przez godzinę zawartością kieliszka? Dlaczego nie? W tysiącach innych spraw robimy coś tylko po to, żeby robić a jeśli chodzi o alkohol – nagle stajemy się pragmatyczni, interesuje nas efekt końcowy i pijemy, żeby się upić. Ja wiem – skandalicznie upraszczam, Anglicy też piją etc. A jednak w naszym słowiańsko-niewolniczym piciu jest coś odrażającego. Pijemy szybko i głośno. Lubimy sięgać po trunki mocne albo tanie. Nie siadamy do obiadu z kieliszkiem wina, ale do kolacji wyciągamy wódkę, bo przyszedł szwagier…

Ale pozostawmy te wszystkie antypolskie wystąpienia Antypolakom. Miało być o brandy a zaczęło się od Buñuel. Buñuel to Hiszpania. A Hiszpania i brandy to przede wszystkim de Jerez. Zanim wdam się w szczegóły zachęcę wprost do sięgnięcia po alkohol obdarzony – w moim mniemaniu – przez dzielnych Hiszpanów wyjątkowym stosunkiem jakości do ceny. Mam na myśli solerę 501, którą za naprawdę niewielkie pieniądze można kupić w Żabce, Freshu i Kauflandzie. Oczywiście nie psujmy jej, nie róbmy drinków, nie gwałćmy, nie mieszajmy jej z niczym (poza naszą śliną). 501 nie wyróżnia się właściwie niczym specjalnym poza ceną i urzekającą łagodnością. W smaku jest wręcz lekko słodkawa z dominującą nutą śliwki i wanilii. Taka w sam raz na początek. Powąchajmy więc, weźmy kroplę na czubek języka i delektujmy się.