Złapaliśmy

 

Armia policjantów, spanikowani ludzie patrzący przez okna na opustoszałe ulice, mobilizacja wszystkich Internetów… Po drugiej stronie on – ranny 19-latek. Trudno uwierzyć, prawda? Złapali. Euforia, podziękowania – dla policjantów, dla narodu, dla Putina… Wielki sukces, złapaliśmy rannego chłopaka. Tak, to dobrze, że złapaliśmy. Mam nadzieję, że nie podzieli losu Oswalda. Ale co spowodowało tak wielkie emocje? Skąd tak wielkie zaangażowanie? Chodzi o śmierć kilku osób? Przecież codziennie umierają tysiące. Może chodzi więc o śmierć przed kamerami? To ma większy sens. Bo przecież nieważna jest skala zamachu ani realne zagrożenie stworzone przez zamachowców. Ważniejsze od tego, ilu ludzi zginęło jest to, ilu ludzi widziało. Media robią cuda. Ale czy to rzeczywiście jedyny powód, dla którego z terroryzmem toczy się tak bezwzględną walkę?

Dużo ważniejszy jest nasz strach. Jesteśmy społeczeństwem, które posiada i chce posiadać więcej. Staramy się więc unikać zagrożeń. Wystarczy zbudować siatkę wokół bloku i wieczorem omijać niebezpieczne ulice, żeby czuć się bezpiecznym. Tymczasem terrorysta pozostaje – w naszym przekonaniu – człowiekiem nieobliczalnym. Nie zależy mu – jak zwykłemu przestępcy – na tym, żeby ukraść albo zgwałcić. Celem jego ataku jest nasze bezpieczeństwo i nasz konsumpcyjny model życia. Tysiące lat temu zawarliśmy układ zbiorowy z najsilniejszymi samcami i w zamian za bezpieczeństwo oddaliśmy swoją wolność. Czynność tę powtórzyliśmy w związku z zagrożeniem terroryzmem. Godzimy się na przeglądanie naszych maili i historii wyszukiwarek. Godzimy się z kosztami obecności policjanta za każdym rogiem i obecnością naszych żołnierzy w Afganistanie. I nagle co? Dwóch ludzi pokazuje, jak bardzo nasz świat jest kruchy, przynosząc skromną namiastkę wojny do naszych domów. Carnajewowie musieli być więc złapani. Państwo musiało wykazać swoją sprawność i związek z narodem.

Wysypmy więc konfetti i odpalmy fajerwerki. Świat jest nasz, jesteśmy bezpieczni, możemy jeść. Tańczmy. Do następnego razu.

Powiązane: