Monokultura

 

Jest taki przedwojenny dowcip. Odbywa się uroczyste nadanie imienia Adama Mickiewicza szkole w jakimś kresowym miasteczku. Wielka feta – orkiestra, tłumy ludzi i przemowa burmistrza, który mówi: “W tak uroczystych okoliczności przyrody nadajemy naszej szkole imię… Imię wielkiego Polaka… Icek, wie heißt der goj?”

Nie będę tłumaczył słów burmistrza. Polska, z której dowcip pochodzi nie wszystkim odpowiadała. Wielu uwierały żydowskie miasteczka zatopione w w ukraińskim żywiole. Bo przecież Kresy słusznie stały się symbolem polskości. Bo przecież Virtuti Militari dla Lwowa za jego Semper Fidelis, bo rzeczony Mickiewicz, bo Piłsudski i Matka Boska Ostrobramska. Po co więc ci wszyscy Żydzi, Ukraińcy czy Białorusini? Chyba tylko po to, żeby się ich pozbyć. Paradoksalnie sukces w tej materii osiągnęli dopiero zwolennicy internacjonalizmu. A monokulturowy PRL dla zwolenników monokultury stał się więzieniem. Ale to wcale nie jedyna strata. Wyobraźcie sobie historię Polski bez Tuwima i Leśmiana, bez Kościuszki, Radziwiłłów i Wiśniowieckich, bez Jagiellonów, Rubinsteina, Bacciarellego, Merliniego, Fiedlera, Unruga, Dymnej, Kawalerowicza, Lechonia, Łukasiewicza, Pendereckiego, Słowackiego, Szymonowica…? Długo można by wymieniać, ale w głowie rodzi się jedno pytanie – jaki naród straciłby, pozbywają się tych wszystkich Żydów, Ormian, Rusinów i Niemców? Kto by stracił – Izrael czy Polska, którą zwolennicy czystej etnicznie Polski podobno tak bardzo pokochali?

A jednak nasz kraj stał właśnie takim wyjałowionym, monokulturowym pastwiskiem dla baranów. Statystyczny Polak, mając muzułmańskiego sąsiada, wiedziałby, że zostawianie obuwia pod drzwiami wejściowymi do mieszkania jest tak samo normalne jak trzymanie go w przedpokoju. Ale statystyczny Polak za sąsiada miał wyłącznie innego statystycznego Polaka. Dla nich obu muzułmanin to brodaty koleś z bombą pod pachą. Bo zamiast otwartości jest pogarda i ksenofobia a zamiast ciekawości – strach.

Powiązane: