Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Pomiędzy

El sueño de la razón produce monstruos

1. Wiry
Zamykam oczy. Nie wiem jeszcze, co to będzie, nie wiem, co się stanie za chwilę w tym dziwnym świecie, który żyje własnym życiem pomiędzy powiekami o oczami. Bo przecież to, co widzę naprawdę tam się dzieje. Pewnie jakiś psycholog czy inny dziennikarz powiedziałby, że to mój mózg odreagowuje, że to on podsuwa te obrazy. Ale gdybym przejmował się opiniami specjalistów, byłbym teraz w szpitalu. A czy wyglądam jakbym był? Królestwo dla tego, kto nauczy mnie sikać do kaczki. Zamykam więc oczy i oglądam to, co jest pod powiekami. Czytaj dalej…

2. Krzyk
Pierwsze słowo, które usłyszałem, w dzieciństwie, musiało być krzykiem matki. Matki zawsze krzyczą. Kiedy ich już nie ma, znajdujemy ten krzyk w ustach innych kobiet. Ale nie o problemy w relacjach damsko-męskich chodzi. Chodzi o wspomnienie z dzieciństwa tak silne, że kastrujące z innych wspomnień. Czytaj dalej…

30 do człowieczeństwa
Człowiek współczesny jest człowiekiem, który musi. Zewsząd otaczają go te drobne i większe presjo- i stresogenne musy – w pierwszej kolejności fizjologiczne, później coraz bardziej skomplikowane i mniej oczywiste – samochód, mieszkanie, praca… W tym ciągłym muszeniu gubią się czasem sprawy ważniejsze. Czytaj dalej…

4. Jóchu
Jóchu był swojski. Niczyj inny, ale sam do siebie należący. Swojski. Nie lubił pedalsko bawić się słowami, ale lubił słowa, które w zależności od kontekstu mogły mieć wiele znaczeń. Albo nie mieć żadnego. Dlatego najbardziej lubił dwa – „chuj” i „kurwa”. Zdanie bez któregoś z nich było bez sensu. A Jóchu lubił mówić z sensem. Czytaj dalej…

5. Ona
Jadąc pociągiem i później autobusem, nie bałem się, bo nie myślałem o takich spotkaniach. W ogóle nie myślałem o spotkaniach z ludźmi. Gdybym myślał – bałbym się. W ciągu ostatnich paru lat odzwyczaiłem się od ludzi. Kiedyś lubiłem z nimi rozmawiać a oni chyba też lubili rozmawiać ze mną. Co się więc zmieniło? Zmieniła się Ona. A w każdym razie jej rola w moim życiu. Czytaj dalej…

6. Ona 2
W małych (tych naprawdę małych) miejscowościach jedną z najpewniejszych rzeczy jest spotkanie. Jeżeli jesteś dzieckiem i masz swoich starszych prześladowców, pewne jest to, że cię dopadną. Jeżeli potrzebujesz kompana do flaszki – znajdziesz go. Jeżeli go nie potrzebujesz – on znajdzie Ciebie. Czytaj dalej…

7. Pieńki
Zatrzymałem się u siostry. Powitała mnie swoim „cześć, brat” i zaczęła narzekać na pracę. Była w tym po polsku męska. A ja podobny męsko-polski sposób nie rozumiałem jej narzekania. No bo czy bibliotekarka może mieć ciężką pracę? Dopóki nie skończyły się książki, odwiedzałem tę jej bibliotekę i wiedziałem, że ma raptem kilku klientów dziennie. Zżymała się, kiedy mówiłem „klientów”. Dla niej to byli czytelnicy. A przecież czy klientów szewca albo monopolowego nazywa się jakimiś specjalnymi słowami? Czytaj dalej…

8. Przebudzenie
Kiedy się obudziłem, leżała w pozycji embrionalnej obok mnie, oddychając miarowo w ledwo dostrzegalny sposób. Ale mój oddech zgubił swój rytm. Dyszałem i czułem się dziwnie. Kac jeszcze nie nadszedł a zmęczenie połknął sen. Czytaj dalej…

9. Miasto
Pode mną leżała ulica. Stary bruk pokrywały liście. Wilgotne jesienna mgłą, ale jeszcze zielone. Drzewa, z których spadły, szeleściły miękko tą częścią, którą jeszcze nosiły na sobie. Wzdłuż ulicy ciągnęły się duże, bogato zdobione, ale zaniedbane kamienice. Wyglądały, jakby nikt w nich nie mieszkał. Patrzyłem na to wszystko, zastanawiając się, jak się tutaj znalazłem. Z rozmyślań wyrwał mnie dźwięk zamykanych drzwi. Wróciłem do pokoju. Był pusty jak ja. Czytaj dalej…

10. Grobla
Czasem potrafimy odnaleźć się nagle w zupełnie nowej sytuacji, wśród nieznanych ludzi i w nieznanym miejscu. Zdarza się tak chyba tylko wtedy, kiedy wyłączamy myślenie i pozwalamy przejąć kontrolę naszej podświadomości. Nie wiem, co stało się wtedy we mnie, ale to wrażenie było silniejsze niż kiedykolwiek. Poczułem się tak, jakbym wczoraj zszedł z tego dziwnego muru, żeby odpocząć i wrócić na niego po długim śnie. Spojrzałem w dół.
- Kiedy usypały groblę? – Zapytałem.
- W nocy. – Padła odpowiedź.
- Musimy coś zrobić, zanim wrócą.
Czytaj dalej…

11. Życie
Pożegnałem się, zszedłem z muru i znów stanąłem na biegnącej wzdłuż niego uliczce. W dalszym ciągu była pusta. Po chwili wahania powlokłem się w stronę mieszkania, w którym się obudziłem. Kiedy wszedłem na główną – a w każdym razie bardziej główną niż ta podmurna – ulicę, dostrzegłem w końcu ślady życia. Ślady były ludźmi, szarymi jak kamienice pomiędzy którymi się snuli. Czytaj dalej…

12. Sen
Czułem jak smak powietrza ulatnia się z moich ust. Tamtego powietrza. Nie musiałem podchodzić do okna. To był jej pokój. Turkusy, écru i inne kolory, których nigdy się nie nauczyłem rozumieć. Żadnej wilgoci. Chłodna, kolorowa przestrzeń. Znajoma a jednak obca. Miewałem realistyczne sny, budziłem się na przykład z bólem ciała, które przed chwilą uderzył wyśniony samochód. Ale mimo trudności adaptacyjnych po przebudzeniu, zawsze wiedziałem, że miejsce, z którego wracałem było snem. Tym razem nie miałem tej pewności. Czytaj dalej…

13. Globalizacja
- Piwo musi być zimne. – Warknąłem.
- Bo co? – Zapytał.
- Piwo musi być zimne. To jest dogmat. Jak kurwa Trójca Święta albo broda Mahometa.
- Broda Mahometa jest dogmatem?
- W chuju mam to, czy jakiś mufti wydał fatwę. Narysuj Mahometa ogolonego to cię ukrzyżują. – Kontynuowałem swój warkot. – Dla mnie dużo większą świętością niż te wszystkie zapłodnienia bez naruszenia błony dziewiczej i inne bzdety jest to, że piwo musi być zimne, rozumiesz? Czytaj dalej…

14. Tratwy
Tym razem nie musiałem wychodzić na balkon ani w pamięci szukać czasu. Liczył się teraźniejszy. Zabawna zresztą sprawa z tym balkonem. Kiedy mieszkałem w mały domku zazdrościłem kolegom z bloków, którzy mogli sobie patrzeć na świat z góry. Kiedy w końcu zamieszkałem sam, wychodziłem codziennie na balkon. Ale obraz, który z niego widziałem ciągle był mi obcy jak obraz Seurata w dzieciństwie. Nie, nie tylko obraz, ale cały świat. Bo taki obraz to przecież też cały świat. Zrozumiałem to dopiero wtedy, kiedy Seurata nauczyłem się oglądać. Ale z balkonowym światem mojego mieszkania nigdy tego nie osiągnąłem. Może tam to ja byłem stworem z innego świata albo psem, ciągnącym wózek. Czytaj dalej…

15. Dziura
Obudziłem się z paraliżującym przerażeniem pod powiekami. Takim samym jak wtedy, kiedy chciałem przesiedzieć całą noc, żeby zdążyć na pociąg, który miał mnie zawieść na rozmowę kwalifikacyjną. Wówczas okazało się, że coś zakłóciło mrugnięcie powiek, które na moment stały się zbyt ciężkie i uniosły się nie po ułamku sekundy ale po kilku godzinach. Teraz poczułem się tak jak wówczas. Ale tym razem przerażenie nagle zastąpiła ciepła fala spokoju, która pojawiła się razem z tak charakterystycznym smakiem powietrza. Czytaj dalej…

16. Starcy
Potrzebowałem łodzi a nie kolejnej kupy cegieł, która da poczucie bezpieczeństwa pławiącym się w szarości ludziom. Łodzi albo tratew, takich jak miał Lope de Aguirre. Znowu się zastanowiłem, którego świata częścią byli Aguirre i Herzog. Czy możliwe, że gdzieś tutaj świecie istniał jakiś Budzyński, który o tym zaśpiewał? A może nie było go w żadnym świecie? Może tak naprawdę istnieje tylko to szare miasto z jego mieszkańcami? Może to cała reszta była snem? Chyba jeszcze nie byłem gotowy na to, żeby się tej reszty wyrzec. I chyba łatwiej byłoby mi z ludźmi, których znałem niż ze sztuką. Ale nie chciałem teraz myśleć ani o niej, ani o innej reszcie. Potrzebowałem czegoś, co utrzyma na powierzchni mnie i armatę. Czytaj dalej…

17. Brak
Droga powrotna wydawała się jak zwykle potwornie długa. Tak naprawdę długa wydaje się każda droga, która dokądś prowadzi. Lekka i przyjemna może być wyłącznie ta, która jest drogą przez, drogą po prostu, drogą obok. Moja prowadziła do rozwiązania problemu, nie zajmując mnie samym rozwiązywaniem, więc była najdłuższą z nich. Starałem się czymś zająć myśli. I nagle zdałem sobie sprawę z tego, że wcale nie krążą wokół tratw.
Czytaj dalej…

18. Strzała
Szedłem tak przed siebie, myśląc o penisach i czułem się jak rolnik. On też idzie od do i myśli o penisach. Ale im bardziej zbliżałem się do muru tym bardziej wyraźne i uporządkowane robiły się moje myśli. I nagle zdałem sobie sprawę z tego, że ludzie, których mijam, współtworzą to miejsce a ja – po raz pierwszy w życiu – stałem się patriotą. Odkryłem, że mogę nim być, nie posiadając sprecyzowanej świadomości etnicznej.
Czytaj dalej…

19. Biel
Pierwszy był smak. Inny. Myślałem, że lepkość jest ciepła. Ta była zimna. Zanim otworzyłem oczy, wiedziałem, gdzie jestem. W miejscu, w którym powinna być serialowa biel. W miejscu, którego kiedyś strzegli krzyżacy. Nie czułem zaskoczenia. Nie wiem, może powinienem. Nie chciałem otwierać oczu. Chciałem tak leżeć i udawać, że mnie nie ma. Przed sobą samym. Chciałem oszukać czas i zasnąć jeszcze raz.
Czytaj dalej…

20. Rzyć
Prawdziwy spokój może istnieć solo albo – teoretycznie – w relacji z kobietą. Jeżeli jest pielęgniarką. Ale mój pokój nie był oczywiście burżuazyjną jedynką. Obok mnie pojękiwał jakiś młody chłopak z nogą na wyciągu. Kiedy już oprzytomniałem, odwiedziła go dziewczyna. Jego. Całkiem ładna z twarzy. Nie wiem, czy z czegoś jeszcze, bo okutała się cała w jakieś patchworki.
Czytaj dalej…

 

Dodaj komentarz